warto go przeczytać
Pseudonim: Maria di Rose
Każdego roku gimnazjaliści muszą zmierzyć się z egzaminem jaki jest im serwowany przez kuratorium oświaty. Jest to warunek ukończenia gimnazjum.
Składa się z trzech części: humanistycznej obejmującej zakres wiedzy z przedmiotów takich jak: język polski, wiedza o społeczeństwie, historia, plastyka. Druga część to przedmioty ścisłe, tj. matematyka, biologia, fizyka, chemia i geografia. Język nowożytni to część obowiązkowa, nie wliczająca się w punktację ogólną. Został wprowadzony w 2009 r. Od 2011 będzie uznawany już w punktacji. Zdania na ten temat są podzielone. Jedni twierdzą, że nie powinien być obowiązkowy, inni zaś uważają go za tak samo ważny jak język polski. Nawiązując do wymagań, jakie narzuca na nam Unia Europejska oraz pracodawcy, na tym etapie język obcy jest niezbędny do porozumiewania się z szerszym kręgiem osób w społeczeństwie.
Kontrowersyjne zdania silą się jednak najbardziej wokół trudności testów każdego roku. Na przestrzeni lat daje się zauważyć rozbieżność nawet w samych tematach wypracowań. Wystarczy przytoczyć temat rozprawki z roku 2007: "Jeśli nie szata zdobi człowieka, to w czym tkwi jego wartość? W pracy posłuż się przykładami z literatury, historii bądź sztuki", i temat tej samej formy wypowiedzi z 2010 roku: "Czy wybór szkoły jest trudną decyzją dla gimnazjalisty?" - można dopatrzeć się znaczącej różnicy trudności. Pomińmy już incydent z 2008 roku, gdy egzaminatorzy narzucili dwie lektury nieprzerobione przez uczniów niektórych szkół. Nie byli oni winni niedopatrzeń nauczycieli, tamci zaś nie byli zobowiązani do omówienia wszystkich lektur do połowy kwietnia lecz do końca roku szkolnego. Co oznacza, że program był realizowany odpowiednio. To nauczyciel decyduje, w jakiej kolejności materiał jest realizowany. Czy zatem poziom kompetencji ma być mierzony u młodych ludzi w taki sposób jak obecnie? Niestety, tak się dzieje. Kuratorium nie określa konkretów, jakie mogą znaleźć się na egzaminie. Jest to nowa niespodzianka zarówno dla nauczycieli, jak i dla uczniów. Wzory fizyczne nie były podawane co roku, więc w końcu czemu jeden rocznik ma łatwiej niż poprzedni? Na jakiej podstawie interpretacja tekstu ma być zgodna z odpowiedziami kuratora? To indywidualne rozpatrzenie treści prozaicznej jak i wierszy. Zamiast zajmować się odbiorem tekstu w sposób zamknięty, wystarczyłoby kilka pytań otwartych. Tym samym, każdy mógłby się wykazać własnym tokiem myślenia oraz interpretacją na dodatek w odpowiedniej formie językowej i stylistycznej. Można? – można. Zadania z przedmiotów ścisłych są bardziej sprecyzowane - taka już ich istota. Ograniczają się jedynie do danych, które należy w odpowiedni sposób odczytać, ewentualnie podstawić do wzoru, i uzupełnić.
Umiejętność rozwiązywania testów to tak naprawdę sztuka nabywana w ostatnim roku, a nawet półroczu nauki w szkole gimnazjalnej. Do tego czasu nauczyciele biegną z materiałem w takim tempie, że "słabsi" na tym, niestety, tylko i wyłącznie tracą. Nie mogą się dopytać o podstawy, a to ich czyni zacofanymi w materiale, aż w końcu zagubionymi w całym programie nauczania, urozmaiconego w nadmierny zakres niepotrzebnej wiedzy. Niepotrzebnej – bo połowa z tego ginie bezpowrotnie i na ogół nie są to wiersze, bynajmniej poprawiające zdolność zapamiętywania, ale zbędne tabelki i formułki, których uczniowie nie rozumieją, bądź w nielicznej liczbie przyjmują i wkuwają. Trzydzieści jeden godzin w ciągu tygodnia to za mało na realizacje programu. Ambitni nauczyciele tworzą w ramach nadgodzin dodatkowe kółka wyrównawcze oraz ekstra godziny lekcyjne.
Na egzaminie gimnazjaliści "odpowiedzi mają w tekście, bądź w danych do zadania". W umysłach robi się kocioł informacji. Dlatego warto się zastanowić, czy oświata w Polsce jest korzystna dla ucznia? Czy zamiast zbędnych "pierdółek" nauczyciele nie powinni stawiać większego nacisku na logiczne dążenie do rozwiązania?
Istotą trzydniowych zmagań są punkty, które rzekomo są wytyczną – bardzo ważną w podjęciu decyzji wyboru szkoły ponadgimnazjalnej, a to niedobrze. Wielu uczniów podchodzi do tego zbyt emocjonalnie, wręcz panikuje. To też jest przyczyną gorszego wyniku na teście, nieadekwatnego do zdolności, jakie posiada uczeń. Są i tacy, którym się "upiecze" - po prostu ściągną i będą mieli większą ilość punktów; nie łudźmy się, nikt nie jest w stanie upilnować tak licznego grona młodzieży na egzaminie.
Zdaniem wielu, podstawą przyjęcia do szkół powinny być egzaminy wstępne – czyli takie, które sprawdzą chętnego w zakresie przedmiotów przez niego upodobanych na określonym profilu. Szkoła przez wiele lat zapewnia dostateczną wiedzę na temat każdego ucznia. Nie można nie poznać zdolności w ciągu trzech lat gimnazjum po uprzednim sześcioletnim cyklu szkoły podstawowej.
Warto jeszcze raz przemyśleć sprawę TESTÓW KOMPETENCJI – czy naprawdę sprawdzają umiejętności w taki sposób jak trzeba, czy w ogóle można je tak nazwać? A może to tylko zbędny wymysł ze strony oświaty?
Ocena: 4.667
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 27.04.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(32): 31 gości i 1 zarejestrowanych:
exother