warto go przeczytać
Coraz bardziej dojrzewam w przekonaniu, że z tytułu moich tekstów warto by było usunąć partykułę pytającą. Albo zaznaczyć, że jest to pytanie czysto retoryczne.
Jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego, że niektórym się w dupach poprzewracało, to odsyłam do relacji z Marszu Niepodległości i Marszu Kolorowych. A raczej wojny, jaka wynikła z zetknięcia tychże.
Czterdziestu rannych policjantów (wprawdzie lekko, ale 22 z nich zaliczyło badania szpitalne) i kilkadziesiąt tysięcy złotych straty. Doliczmy uszkodzone samochody Polsatu i Polskiego Radia, spalone pojazdy TVN. Przy czym należy nadmienić, że wóz transmisyjny jest wart prawie milion złotych. Realne straty z piątkowej wojny wyniosą więc bliżej dwóch milionów.
Bilans, jakiego nie powstydziłby się nikt, komu zależy na rozniesieniu w puch całego miasta. Nic, tylko bić brawa.
Nie mam zamiaru bronić nikogo. Ani członka „kolorowych”, który opluł uczestnika grupy rekonstrukcyjnej (miał szczęście, że „Napoleończyka” nie poniosła „ułańska fantazja”...). Ani indywiduów, które podczas palenia wozów TVN skandowały na kibolską modłę „tak się bawi, tak się bawi...”. To wszystko się zdarzyło i jest do obejrzenia na Youtube. Wystarczy wpisać Marsz Niepodległości 11.11.2011.
Tym bardziej nie mam zamiaru bronić mediów, które pokazały, jak nędzne są ich standardy. NIKT nie wykazał się obiektywizmem w pierwszej, „gorącej” chwili. Jedyne, co pojawiało się w pierwszych relacjach to agresja jednej ze stron i uniewinnianie „własnej” (w zależności od medium). W zasadzie o pikietach było cicho, dopóki banda kretynów nie wywołała zamieszek. Która to banda była, mnie nie obchodzi.
Na pewno na obronę nie zasługują również działania warszawskiej policji i magistratu. Skierowanie obydwu marszów tak, żeby się zetknęły nie wyglądało na przypadkowe. A jeśli nawet było, to połowa planistów powinna wylecieć z roboty za takie „niedopatrzenie”.
Co do organów porządkowych... cóż, dostali rozkazy to dostali. Na pewno były przypadki, w których policjanci wykazywali się własną inicjatywą, bo zawsze takie sytuacje są. Niektórzy ludzie nie mogą wytrzymać zbyt wielkiego stresu, jaki towarzyszy takim wydarzeniom. Szczególnie w sytuacji, w której na długo przed marszem były zapowiadane bijatyki.
Nie mam zamiaru też wdawać się w dysputę ideologiczną. ONR w tym roku powściągnęła języki. Nie zrobiła tego przeciwna strona barykady, która jawnie oskarżała marsz o przykrywkę dla neofaszystów. Oczywiście media mainstreamu skupiły się na tych neofaszystach (w zasadzie żaden „człowiek mediów” nie jest w stanie sprecyzować tego, jakże ciekawego, terminu. Co przejawia się w tym, że można pod niego podpiąć coraz szersze grupy społeczne. Nazywamy to etykietowaniem, a precyzyjniej nienawistną kategorią pojęć). Zapomniano o rodzinach z wózkami, staruszkach i innych, paskudnie spokojnych „mniejszościach”, które bezczelnie przedefilowały przez Warszawę. Zdjęcia tych „faszystów” krążą w sieci, pokazując drugą stronę medalu – czyli Polaków, którzy chcieli przyjść i uczcić pamięć swoich poległych przodków.
Zastanawiam się, co na wrzucenie do neofaszystowskiego worka środowiska takie jak „Solidarni 2010”, albo rodzice z małymi dziećmi. Miałem kiedyś ochotę pojechać na Marsz Niepodległości. Tylko zawsze bałem się zostać „neofaszystą”.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 15.11.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(32): 31 gości i 1 zarejestrowanych:
exother