warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
"Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską." (św. Augustyn)
Każdy doskonale sobie zdaje sprawę z istoty powiedzenia, które na dobre zagościło w naszych umysłach, otóż- "Błądzenie jest rzeczą ludzką.". Każdemu zdarza się tam i ówdzie "zbłądzić", albowiem jesteśmy "tylko" ludźmi. Jednakże, czy to "tylko" nie jest względne? Zauważmy, iż gdy popełniliśmy owy błąd, pragniemy by osądzono nas łagodnie, przecież jesteśmy "tylko" ludźmi. Natomiast, kiedy nawiązujemy do naszych możliwości, umiejętności, czy niekiedy zasobu wiedzy, jesteśmy "aż" ludźmi, podkreślamy naszą wielkość i znaczenie. Pomimo naszych licznych "wykroczeń" staramy się dążyć do bycia "aż" człowiekiem i zasłużenia sobie na uznanie Tego Najwyższego. Należy jednak wspomnieć, jak bardzo jeden błąd może nam dawać się we znaki. Bywa tak, że nie myślimy w chwili aktualnego popełniania błędu o tym, że czynimy źle. Wychodząc z założenia, że "Błądzić jest rzeczą ludzką.", sami sobie wybaczamy małe przewinienie, będąc świadomymi tego, że był to ostatni raz. Otóż, w naszym "interesie" nie leży popełnianie grzeszków - większych, czy mniejszych - ale bycie jak najlepszym człowiekiem. Jednak nie jest to takie proste, jak kreuje to teoria, dlatego też spieszę z wytłumaczeniem. Zbłądzić raz, jest przewinieniem "bezpiecznym", dwa razy - powinno dać nam do myślenia, natomiast razu trzeciego powinniśmy się wystrzegać. Definicja błądzenia ma swoją granicę. Przywiązując się do popełnionego, niewątpliwie złego, czynu wykraczamy poza owe granice błądzenia. Wtedy jest to przewinienie świadome i przemyślane. Jest to dążenie do błędu, do grzechu, do zła, a nie, tak jak być powinno, do dobra i czystości. "...dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską.". Niewątpliwie antyteza powyższego stwierdzenia jest już mniej znana w dzisiejszych czasach. Nasuwa się pytanie, dlaczego? Chociażby ze względu na nasze podejście do samych siebie, za to, że bez względu na "ilość i jakość" winy, staramy się siebie usprawiedliwiać. Powyższa, druga część powiedzenia św. Augustyna dobitnie przemawia za wystrzeganiem się przywiązania do grzechu. Jeżeli za błądzenie przyjmiemy grzech, powstaje jasny i wyraźny obraz błądzenia. Obraz, który każdy z nas widzi i którego doznaje w swoim życiu. Zauważmy, że popełniając dane "uchybienie", nie popełniamy go wiedząc uprzednio o jego konsekwencjach, czy skutkach. Znamy tylko postać, pod którą on się kryje. Ważne jest też, aby zauważyć, że popełniane przez nas grzechy nie szkodzą naszemu ziemskiemu życiu. Winna jestem sprostowania, iż te przewinienia może i "umilają" nam życie doczesne, ziemskie, ale rujnują nasz wizerunek u Boga, nasze życie wieczne, pośmiertne, psują nasz "klucz", który udostępniłby nam wieczne dobro, potocznie niebo. Często, czynimy zło po to, aby "umilić" sobie życie doczesne. Otóż, kradzieże służą polepszeniu dobra materialnego, kłamstwa pozwalając nam na krótki czas wystrzec się konsekwencji, czy też odpowiedzialności, która przysporzyłaby nam możliwe, licznych kłopotów. Chciałabym też poruszyć jeden wariant, związany z tzw. tematem tabu - grzechem nieczystości oraz pornografią. Są to "grzechy" współczesności. Coraz więcej społeczeństwa na nie "choruje". Dlaczego tak się dzieje? Ludzie chcą sobie, jak sami twierdzą, "umilić" życie. Ale czym jest ta chwila przyjemności, w stosunku do całego życia? Do wieczności, powtarzam WIECZNOŚCI, która czeka nas po śmierci? Niczym, po prostu niczym. "Człowiek broni błędów, które kocha.", cytat Seneki Młodszego tworzy idealny obraz przyczyn przywiązania człowieka do błędów. Częściowo odpowiedziałam już, w jaki sposób i dlaczego tak się dzieje, iż przywiązujemy się do popełnianych błędów, przewinień, wykroczeń. Najczęściej są to rzeczy, które według nas samych w jakiś sposób umilają, bawią, czy też sprawiają, że nasze życie jest ciekawsze i z pozoru zapewniają nam szczęście. Absurd. Celowo użyłam tu słowa "pozór". Są to nieprawdziwe obrazy, które kreuje nam nasza wyobraźnia, czy też rozum. Wielu słynnych uczonych, filozofów zastanawiało się nad wyższością woluntaryzmu nad racjonalizmem, czy też odwrotnie. Duns Szkot, na przykład, przemawiał za tym, iż to właśnie wola gra pierwsze skrzypce we wszelkim poznaniu, a oględnie, co za tym idzie, w pewien sposób kieruje nami. Natomiast Gottfried Wilhelm Leibniz, stanowczo przyznawał rozumowi wyłączną rolę w procesie poznania. Nie da się jednoznacznie zaprzeczyć i Leibnizowi i Szkotowi. Rozum jest znakiem zapytania, albowiem tyle jest innych, różnych od siebie rozumów, ilu ludzi jest na świecie. A co się tyczy woli? Niezaprzeczalnie jest wolna. I tak jak rozum, zbyt indyferentna, by można było jej coś konkretnego zarzucić. Nie ma tego złego, co by na jeszcze gorsze wyjść nie mogło. Chciałabym jeszcze rozważyć naszą postawę wobec owego przywiązania do błędu. Nikt, tak naprawdę, nie zdaje sobie w stu procentach sprawy z tego, iż przywiązał się do grzechu. Człowiek jest na tyle sprytną istotą, że wszelkie argumenty "przeciw", zamienia w argumenty "za". Za każdym razem popełnienia błędu, wybiela się i usprawiedliwia. Bez względu, jak już wcześniej wspomniałam, na "ilość, czy też jakość", zawsze znajdziemy to "ale", które według nas całkowicie oczyszcza z konsekwencji i odpowiedzialności. Z tym zachowaniem mamy do czynienia na co dzień. Ile razy słyszy się, iż złapany złodziej, czy też morderca, usprawiedliwia swój czyn błahym i nic nieznaczącym argumentem, tylko dlatego, iż on sam uważa, że nic złego nie zrobił? Tak, niewątpliwie wysunęłam "ciężką artylerię", jednak na tym przykładzie obraz bezkarności wobec siebie samego jest przejrzysty i najlepiej widoczny. W tym momencie wyjawia się owe "aż człowiek". Z myślą przewodnią "jestem aż człowiekiem", ktoś kto przywiązał się do błędu, za każdym jego popełnieniem, nie bedzie widział w tym nic złego. Fakt, popełniając błąd dajemy do zrozumienia, iż jesteśmy "tylko ludźmi", ale kategorycznie obraz się zmienia, gdy chodzi o samoocenę. Tak we wszystkim, jak i w tej "dziedzinie" są wyjątki. A wiemy, że kazdy wyjątek potwierdza regułę. Są więc ludzie, którzy ze skrupułami przyznają się do złego poczynania i widzą w sobie czynnik, który należy zmienić na lepsze. Jednak istnieje stereotyp, w tym momencie aktualny, który ma swoje, dość szerokie zastosowanie w dzisiejszych czasach, to człowiek, którego wysoka samoocena, nie ulega zmianie nawet w obliczu przywiązania się do błędu. Ba! Przywiązania, do którego on sam się nie przyznaje. Z tego właśnie wynika bezkrytyczna ocena samego siebie. Uważa on bowiem, że nie robi nic złego, ponieważ te przewinienia, które weszły mu w krew, stały się tak powszechne, iż przyjął je jako nawyk. A któż powiedział, że każdy nawyk jest zły? Możliwe jest, że właśnie tak ludzie tłumaczą sobie swoje złe poczynania. Kończąc, chciałabym zacytować Oscara Wild'a: "Doświadczenie - nazwa, jaką nadajemy naszym błędom.". Należy pamiętać, że nie każdy popełniony błąd, jest od razu złym nawykiem, poważnym wykroczeniem godnym nieustannej pokuty. W życiu zdarzają się grzeszki, które pozwalają nam dostrzec w nich wartościową naukę, które przenoszą nas na odpowiedni tor życia, bogaty o dodatkowe doświadczenie, pouczenie, morał. Jeśli z naszych błędów będziemy, wyciągać wnioski, nie będą one dla nas taką przywarą. Szybko wyzbędziemy się ich, a dostrzeżemy ukryte pouczenie w każdym z nich. Nie bez powodu Goethe twierdzi, iż: "Błąd łatwiej dostrzec niż prawdę, bo błąd leży na wierzchu, a prawda w głębi.". To właśnie na błędach człowiek się uczy. Jednakże należy pamiętać, że "Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.". Trwając w błędzie - trwamy w głupocie, błądząc - uczymy się i wzbogacamy o kolejne wartościowe doświadczenia.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 16.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(30): 29 gości i 1 zarejestrowanych:
exother