„Niewierność” kontra „Namiętność”

Miałem ostatnio sposobność być w teatrze na przedstawieniu „Namiętność” w Teatrze Nowym w Poznaniu oraz na filmie „Niewierność”. Obie sztuki łączy jedno - pojęcie zdrady. Na srebrnym ekranie zdrada skupia się głównie na rodzaju męskim, jako naturalnym wrogu monogamii, zaś na deskach teatru widzimy, że płeć żeńska też potrafi być niewierna. Film „Niewierni” jest zbiorem nowelek wyreżyserowanych przez różne osoby, pojawiają się tam nazwiska znanych twórców, np. Michela Hazanaviciusa („Artysta”). Problem polega na tym, że jest tam kilka nowelek mniej znanych reżyserów i niektóre abstrahują kompletnie od pojęcia komedii. Zestawienie ze sobą kilku odmiennych historii opartych o zdradę ma swoje plusy, rozszerza perspektywy, ale niestety nie w tym filmie. Przez większość jego trwania dostajemy dużą dawkę niewyżytego samczego popędu do (za przeproszeniem) pieprzenia wszystkiego, co się napatoczy. Niektóre nowelki są może i śmieszne, ale też żałosne, bo faceci są przyłapywani w niedwuznacznych sytuacjach i zazwyczaj są niezwykle zaskoczeni tym, że wpadli na gorącym uczynku. Spotykamy się z przypadkiem jamnika żującego kondoma, czy babci huśtającej się na jakieś sadomasochistycznej zabawce podwieszonej do sufitu, ale tych „śmiesznych” sytuacji jest naprawdę mało. Głównie reżyserzy skupiają się wokół obrazów „cycków, seksu i pretekstów do zdrady”, może raz czy dwa próbują podejść psychologicznie do tematu, ale film staje się wtedy tak nudny, że modlimy się o jakąś śmieszną scenkę. Teraz chwilę poświęcę „Namiętności” w reżyserii Krystyny Jandy, która znana jest z dopracowywania szczegółów związanych z grą aktorską i samym przedstawieniem. Spektakl oparty jest o sztukę Petera Nicholsa. Fundamentem postaci jest ich sumienie lub coś na kształt alter ego. Dwójką postaci (James i Eleanor) miotają żądze i wyrzuty sumienia. James – konserwator sztuki nowoczesnej, jest porządnym mężczyzna, który po latach małżeństwa trafia na podatne pole do zdrady. Przyjaciółka jego żony – Kate, staje się dla Jamesa istnym sukubem, namawia go do zdrady. I tu zaczynają się schody - walka na argumenty między postaciami i ich alter ego oraz między samymi ater egami. Zdarza się tak, że to co chcemy powiedzieć, często siedzi w nas samych, nie mamy odwagi tego powiedzieć lub nie chcemy kogoś obrazić – w tych kwestiach wyrażają się alter ega. Daniela Popławska i Mirosław Kropielnicki w tych rolach spełniają się równie dobrze, jak ich „prawdziwe ja”, gdzie Jamesa gra Mariusz Sabiniewicz, a Eleanor Antonina Choroszy. Dodatkowym plusem przedstawienia jest konstrukcja sceny, składa się ona z trzech kondygnacji połączonych schodami. Parter jest miejscem spotkań przed i poza domem, pierwsze piętro to pokój dzienny, w którym spotykają się domownicy i goście. Ostatnia kondygnacja - sypialnia, jest miejscem, gdzie zanoszą bohaterów ich pożądania, a zarazem bywa też swoistą samotnią. Specjalną rolę można przypisać schodom, dużo emocjonalnych rozmów rozgrywa się na ich stopniach. W drugiej części występu zmienia się klimat przedstawienia, można zaliczyć go do melodramatu. Następuje tutaj swoiste odkrycie kart (a nawet piersi), gdzie lojalność i monogamia, ustępują wobec kuszącej wdziękami zdrady pod postacią Kate, a „prawdziwe ja” Eleanory odchodzi i mija się z nią na schodach. Co łączy i dzieli te pozornie dwie pozycje kulturowe, otóż wspólnym mianownikiem jest słowo zdrada i różne jego interpretacje. W filmie „Niewierni” dostajemy zestaw obrazów, w których mężczyzna jest opętany żądzą seksu, nawet bez większych pobudek, ot tak dla zasady. Rzadko widuję ludzi wychodzących w trakcie seansu, miałem nadzieję, że komedia francuska trzyma jakiś poziom – tutaj niestety jest to poziom dna. Zasadniczym minusem filmu, jest to, że większość śmiesznych momentów możemy zobaczyć w trailerze, przez co w kinie odczuwamy niedosyt. W sztuce „Namiętność” zarówno kobieta jak i mężczyzna są targani demonami seksu - dla Eleanor był nim Albert, dla Jamesa była nią Kate. Pomimo że spektakl również stracił na szybkości akcji w drugiej części, widz chciał się dowiedzieć, co będzie dalej; jak ta historia się rozwiąże, co będzie z głównymi bohaterami, czy rozwiązłość wygra z wiernością? Film niestety nie przyniósł odpowiedzi na te pytania, zostawił pustkę, bo od początku był pusty. Nie było w nim chęci przekazania choćby krzty jakiegoś sensu, gdyż był nim tam wyłącznie seks. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Zaś sztuka wyreżyserowana przez Krystynę Jandę zaskoczyła finałem i starała się skonfrontować świat, w którym ideałami są miłość i wierność, ze światem rządzonym przez pieniądze i przygodny seks. Kto w tym starciu wygrał? Cóż, warto zobaczyć.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 7    
Data dodania: 28.10.2012r.

1     

amymone Użytkownik wpmt 30 10 2012 (14:33:21)

I akapit - nagromadzenie samego słowa "zdrada" w zależności od formy. Zdanie: "Obie sztuki łączy jedno, pojęcie zdrady." nie wygląda dobrze. Powinieneś wstawić pauzę edytorską po "jedno". Masz problem z powtórzeniami, bierze się to pewnie z nieuważnej lektury własnego tekstu. Mnie-czytelnika to razi. Poza tym użycie wulgaryzmu raczej nie jest na miejscu. Nawet, jeśli to Ciebie bardzo, ale to bardzo oburzyło.
Co łączy i dzieli te pozornie dwie pozycje kulturowe, otóż wspólnym mianownikiem jest słowo zdrada i różne jego interpretacje.

Zamiast przecinka wstawiłabym pytajnik. Czy słowo zdrada może łączyć? Prędzej problematyka zdrady i patrzenie na nią z różnych perspektyw, wielowymiarowo.
Czuję niedosyt. Moim zdaniem nie udźwignąłeś do końca ciężaru porównywania filmu i sztuki. Przede wszystkim sztuka teatralna zasługiwała na większą uwagę, bo pozostaje kilka kroków za filmem. To tylko moje odczucie. Zresztą, wyczuwam coś na kształt... "pisanie na odwal". Kilka wrażeń, trochę interpretacji, trochę "czegoś tam".

Odchodząc - ciekawym filmem, poruszającym problem zdrady jest "Last night". Film wolny, intrygujący, niepewny, taki... hipnotyzujący. Polecam.

jazzu Użytkownik WPMT 30 10 2012 (15:42:27)
Poprawiłem nieco pracę, wzbogaciłem część o przedstawieniu w opis sceny i tego co się na niech rozgrywa. Wbrew pozorom nie pisałem emocjonalnie. Połączenie tego filmu z tym przedstawieniem, bierze się stąd, że w jednym tygodniu byłem tu i tu, ale nie dzień po dniu.
Nie wiem czemu masz odczucie pisania na odwał, bo ja pisząc, to nie pisałem pod presją, a starałem się być dokładny. Jeżeli chodzi o ciężar jaki powinien udźwignąć ten tekst, to nie mam bladego pojęcia, jakie prawa rządzą się tego typu tekstem, także może stąd moje niedociągnięcia.
A jeśli chodzi o przekleństwo, to wg mnie czepianie się szczegółu, bo pieprzenie to najłagodniejsza forma jaką mogłem użyć - choć dobrze wiem, że w ogóle mogłem pominąć to słowo, ale sumienie mi na to nie pozwalało.
Jeżeli miałbym akurat film, który mi polecasz, zapewne tekst ten wyglądałby zupełnie inaczej, ale jak miałem do czynienia z kompletną chałą, to inaczej nie mogłem tego ująć.

Dzięki za opinię i nie obrażę się, jak ktoś to w końcu zaakceptuje, bądź odrzuci.

amymone Użytkownik wpmt 30 10 2012 (18:30:50)
Nie wiem, czy zwrócenie uwagi na "lekki" wulgaryzm jest czepianiem się, skoro samo słowo należy do poziomu języka i także miałam prawo to skomentować. Zwrócenie uwagi a czepianie się to nie to samo. Mnie to przeszkadza, ktoś inny może w ogóle na nie zwrócić uwagi. To chyba tyle. ;)

jazzu Użytkownik WPMT 30 10 2012 (19:50:29)
Ująłem to jak ująłem, jak uraziłem - urazić nie chciałem:)

amymone Użytkownik wpmt 30 10 2012 (19:55:16)
Nie uraziłeś, coś Ty! Byłabym hipokrytką, gdybym napisała, że "pieprzyć" mnie razi. :) Nie pasuje mi po prostu w tekście, ale rozumiem motywację.

Pawlak Właściciel 28 10 2012 (20:23:50)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Nietypowe powiązanie dwóch różnych historii w jeden. Co ciekawsze - tym razem spektakl teatralny okazał się o wiele bardziej atrakcyjny niż kino, które jest o wiele bardziej popularne w dzisiejszej kulturze masowej.

Osobiście bardzo boję się zebranych historii w jedną całość. Jest to bardzo trudne i rzadko się udaje. Jeśli śmieszność komedii oparto wyłącznie na płytkim podejściu do seksu - skutecznie odstraszyłeś mnie od tego filmu.

Jeśli chodzi o opis spektaklu - wg mnie za dużo informacji zawarłeś o samej fabule. Brakuje mi więcej spostrzeżeń dotyczących całej otoczki, która towarzyszy widzowi.

W gruncie rzeczy - to jak jest z tą kwestią zdrady współcześnie?

jazzu Użytkownik WPMT 28 10 2012 (21:44:31)
Spektakl jest konfrontacją "nowych wartości" ze "starymi wartościami", widzowi towarzyszy niepewność, bo z jednej strony śmieszą nas docinki alter ego Jamesa, ale po jakimś czasie dochodzi do nas, że tak w życiu już jest. W jednej scenie dobitnie było ukazane to, że jak my zdradzamy to jest umiarkowanie ok, ale jak osoba, którą kochamy nas zdradza już nie jest tak miło.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: