warto go przeczytać
Pseudonim: AstralkaO sytuacji imigrantów z Wietnamu w Polsce.
Wietnam – kraj w południowo-wschodniej Azji, oddalony od Polski o ponad 10 000 km. Daleki, a jednak bliski. Bliski przez historię, która jest równie tragiczna, jak historia naszego kraju.
Przez setki lat Wietnam znajdował się pod obcym panowaniem. Początkowo było to zwierzchnictwo chińskie, a w epoce kolonializmu - francuskie. W czasie II wojny światowej kraj ten znalazł się pod okupacją japońską. W 1945 roku Wietnamczycy wzniecili powstanie zbrojne i bez pomocy aliantów oswobodzili swoją ojczyznę. Wszystkie ugrupowania polityczne działające w Wietnamie proklamowały demokratyczną republikę. Niestety, radość z odzyskania wolności trwała krótko. Zaraz po wojnie Wietnam najechali Francuzi, chcąc odzyskać utraconą kolonię. Wojna zakończyła się klęską napastników, lecz kraj został podzielony przez supermocarstwa na część północną (oddaną pod nadzór sowiecki) i południową (oddaną pod nadzór amerykański). Pokojowe współistnienie dwóch państw okazało się niemożliwe, zwłaszcza, że ZSRR pragnął zjednoczyć kraj pod swoim "berłem". Wspierana przez władzę sowiecką Komunistyczna Partia Wietnamu podjęła decyzję o ataku na południe. Rozpoczęła się kolejna wojna, w czasie której na Wietnam zrzucono więcej bomb niż użyto ich na wszystkich frontach II wojny światowej. W 1975 roku wojska komunistyczne zajęły Sajgon i cały kraj dostał się pod władzę prosowieckiego reżimu.
W Wietnamie zapanował terror. Robert Krzysztoń, koordynator Sekcji Dalekiego Wchodu instytutu im. I. J. Paderewskiego, ekspert do spraw Wietnamu i współpracownik Amnesty International zwraca uwagę na to, że Wietnam stał się krajem "wyjątkowo bestialskiej dyktatury, której osiągnięcia gospodarcze sprowadzają się prawie wyłącznie do handlu niewolniczą lub półniewolniczą pracą poddanych". To kraj walki z opozycją polityczną, religią i z wszelkimi przejawami samodzielności społecznej. Jakie działania obywateli traktowane są jako groźne dla władzy? Zakazane jest wszystko, co nie jest przez partię nakazane. W socjalistycznym Wietnamie nie ma wolności słowa. Wszystkie media są w rękach partii. W 2008 roku rząd powołał "policję cenzury" - instytucję, której zadaniem jest ściganie i doprowadzanie do obozów dziennikarzy "nadużywających wolności słowa". Podobnie jest w dziedzinie swobód religijnych. Brutalnie prześladowane są kościoły protestanckie. Ich duchownych aresztuje się, a wiernych zmusza się do podpisywania "Deklaracji o wyrzeczeniu się religii". Od kilku lat komunistyczny reżim toczy też otwartą wojnę z Kościołem Katolickim. Coraz częściej zdarzają się pobicia i zatrzymania wiernych. W 2004 roku ukazały się dwa akty prawne dotyczące religii. Jeden z nich nakłada na kościoły konieczność uzyskiwania zezwolenia władz na każdorazowe odprawienie nabożeństwa, osobnego zezwolenia na wygłoszenie homilii, oraz poddanie jej tekstu cenzurze prewencyjnej.
W Wietnamie podejmowane są też próby kontroli Internetu. Znaczna część stron WWW jest niedostępna. Z sieci można korzystać praktycznie tylko w kawiarenkach internetowych, gdzie trzeba się wylegitymować, zarejestrować i podpisać zobowiązanie do niewchodzenia na strony o "wrogiej treści".
Radio "Wolna Azja" jest zagłuszane, a kontakt Wietnamczyków ze sztuką i nauką świata - minimalny. Literaci mają pewną swobodę, lecz nie mogą poddawać w wątpliwość założeń i praktyki totalitarnego socjalizmu ani pochwalać idei demokratycznych. W szkołach panuje atmosfera zastraszania, nagradzane jest donosicielstwo i uniżoność wobec władz, tępione są wszelkie przejawy samodzielnego myślenia.
W więzieniach wietnamskich przebywa bardzo duża liczba więźniów politycznych skazanych na ciężkie represje, oraz tzw. "wrogów ustroju", którzy nigdy nie stanęli przed sądem. Powszechnie stosowaną karą jest areszt domowy, zdarzają się też skrytobójstwa. System totalitarny przyzwyczaił ludzi do życia w ciągłym strachu. Mimo prześladowań, w Wietnamie istnieje zorganizowany ruch opozycji demokratycznej, dzięki której - mimo kontroli wszechobecnej bezpieki - wiadomości z kraju przenikają do świata.
Z takiego właśnie "kraju betonowego komunizmu" przyjeżdżają do Polski emigranci – obywatele Socjalistycznej Republiki Wietnamu Niezależnej – Wolnej – Szczęśliwej (tak brzmi pełna nazwa tego państwa). Przybywają do kraju nad Wisłą szukając chleba i wolności, gdyż jest on krajem lubianym i wysoko cenionym przez Wietnamczyków. Polacy są narodem, który niósł im pomoc w czasie straszliwej wojny, narodem, którego sukces w pokojowej walce z komunizmem wlał w ich serca nadzieję na lepsze jutro. Z Wietnamu przyjeżdżają do Polski studenci, tamtejsi aktywiści społeczni, działacze religijni, "nieposłuszni" intelektualiści i artyści. Przyjeżdżają robotnicy i chłopi, którym zdarzyło się wejść w kolizję z administracją, oraz ludzie, którzy uwierzyli w możliwość ułożenia sobie godnego życia w naszym kraju.
Dla wielu z nich droga do Polski jest drogą oszustwa, od początku do końca przygotowaną przez wietnamską Służbę Bezpieczeństwa. Emigrant musi poprosić milicję o wydanie paszportu. Czyni to przez "pośrednika", płacąc mu za przysługę. Wietnamczyk nie zna prawa wizowego, polega więc na informacjach, których dostarcza mu ów "pośrednik". Wie tylko tyle, że wyjeżdża z kraju legalnie i udaje się do Polski, którą darzy zaufaniem jako ojczyznę wolności. W Moskwie "pośrednik" odbiera mu paszport i informuje, że dalsza droga odbędzie się w mniej komfortowych warunkach. W ten sposób emigrant dociera do Polski prawie zawsze przez "zieloną granicę". Na miejscu dowiaduje się, że mityczna ojczyzna wolności odmawia mu azylu politycznego i nie przewiduje żadnych procedur legalizacji jego pobytu z powodu braku dokumentów. W związku z tym skazany zostaje on na los nielegalnego imigranta, a co za tym idzie - nie może normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
W Polsce mieszka obecnie około 35 000 Wietnamczyków, z czego tylko połowa ma kartę pobytu, czyli przebywa w naszym kraju legalnie. Niektórzy z nich są aktywni w polskich instytucjach takich jak Stowarzyszenie Wolnego Słowa oraz Instytut Paderewskiego. Jak mówi Robert Krzysztoń: "niewiele osób jest w stanie podpisać się imieniem i nazwiskiem pod takimi z punktu widzenia komunizmu działaniami". Jednak stale współpracuje z nimi ponad pięćset osób.
Większość wietnamskich imigrantów pracuje w Polsce w tzw. "szarej strefie", głównie w bazarowym handlu. Pracują po kilkanaście godzin dziennie - nie tylko dlatego, by przeżyć, lecz także, by spłacić dług w wysokości kilku do kilkunastu tysięcy dolarów amerykańskich, zaciągnięty rzekomo u organizatorów przerzutu. Wśród handlarzy jest wielu inteligentów o najwyższych kwalifikacjach – profesorów wyższych uczelni, laureatów nagród (także międzynarodowych).
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Polska nie wykorzystuje talentów zdolnych wietnamskich imigrantów tak jak inne kraje, na przykład Francja, gdzie Wietnamczycy pracują na uniwersytetach, w szpitalach? Opozycjonistka wietnamska Tan Van Anh podkreśla, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie, dopóki tak zwani "nielegalni imigranci" nie będą mogli zalegalizować swojego pobytu. A będzie to bardzo trudne, gdyż Polska prowadzi wobec Wietnamczyków restrykcyjna politykę wizową. Praktycznie niemożliwe jest uzyskanie przez nich wizy wjazdowej do naszego kraju. Masowo odmawia się im przedłużenia prawa pobytu. Urzędy posługują się zwykle ustawą o cudzoziemcach, która mówi, że pobyt cudzoziemca w Polsce musi się "opłacać". Nic więc dziwnego, że wietnamski emigrant, jako "nielegalny" człowiek nie jest "opłacalny" dla państwa, gdyż nie może funkcjonować normalnie na rynku pracy, nie może płacić podatków. Jednocześnie komunistyczne władze Wietnamu mogą kontrolować swoich obywateli przebywających na emigracji w Polsce. W środowisku wietnamskich emigrantów działa krajowa bezpieka, która prowadzi tu śledztwa i wzywa na przesłuchania. Do Polski przyjeżdżają funkcjonariusze wydziału A18 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Wietnamie. REobią to na podstawie umowy o readmisji jaką oba kraje podpisały w 2004 roku. Komunistyczny reżim zrobił z niej narzędzie do odławiania opozycjonistów na emigracji w naszym państwie. Funkcjonariusze przesłuchują uchodźców przebywających w aresztach polskiej Straży Granicznej. W trakcie przesłuchań są oni zastraszani natychmiastowa deportacją, namawiani do współpracy. W wyniku działania wydziału A18 kilkaset osób zostało odesłanych do Wietnamu, co wiąże się dla nich nawet z groźbą śmierci. Akcję wyłapywania Wietnamczyków wraz z polską Strażą Graniczną przeprowadza także Frontex, czyli unijna organizacja zajmująca się strzeżeniem zewnętrznych granic Wspólnoty. Pokrywa ona koszty transportu aresztowanych na przesłuchania do Berlina, a następnie do Wietnamu. I to wszystko dzieje się w wolnej Polsce, kraju owianym legendą "Solidarności".
Jak to możliwe, że moja ojczyzna traktuje jako "nielegalnych" ludzi tych, którzy przybyli tu w nadziei znalezienia warunków do godnego życia? Według mnie żaden człowiek nie jest nielegalny, gdyż - zgodnie z uchwalonym przez ONZ Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych - "każdy człowiek ma prawo opuścić jakikolwiek kraj, włączając w to swój własny" (część III, art. 12). Wynika z tego, że MPPOiP zapewnia każdemu człowiekowi wolność poruszania się i wyboru miejsca zamieszkania. Dlaczego więc polscy urzędnicy uparcie odmawiają statusu uchodźcy emigrantom z kraju totalitarnego komunizmu, ludziom, którzy chcą uniknąć kontaktu z rodzimym reżimem? Jak to możliwe, że nasz kraj zawarł umowę o przekazywaniu obywateli z państwem, które łamie prawa człowieka? Nieżyjący już profesor Zbigniew Hołda, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, twierdził, że "umowa w takim kształcie nie powinna być zawarta. Ta umowa nie zwalnia Polski od odpowiedzialności za to, co wietnamskie służby robią na naszym terytorium z Wietnamczykami. Mamy prawny obowiązek chronić każdego, kto znajduje się na naszym terytorium przed niewłaściwym traktowaniem i łamaniem jego praw". W pełni się z tym zgadzam. Przecież jeszcze tak niedawno obywatele naszego kraju uciekali za granicę przed Służbami Bezpieczeństwa PRL. Szukali azylu w innych krajach i znajdowali go. Mirosław Chojecki, emigrant polityczny, który uciekł do Francji, podkreśla, że władze państw, do których przyjeżdżali Polacy w obawie przed aresztowaniem lub internowaniem we własnym kraju, nie żądały od nich potwierdzenia swojej tożsamości, nawet gdy przybywali bez dokumentów. Tymczasem przedstawiciele polskiego Urzędu ds. Cudzoziemców wymagają, by "nielegalny" Wietnamczyk, starający się o status uchodźcy, udowodnił lub uprawdopodobnił, że po powrocie do kraju grożą mu prześladowania z powodów politycznych, religijnych lub pochodzenia. W ciągu ostatnich dziesięciu lat około ośmiuset Wietnamczyków starało się o azyl polityczny w Polsce. Ani jedno podanie nie zostało rozpatrzone pozytywnie.
Uważam, że takie traktowanie Wietnamczycy przez funkcjonariuszy Rzeczpospolitej jest dla nich krzywdzące. Krzywdą jest odmawianie im azylu, utrzymywanie w stanie nielegalności i współpraca z reżimem, przed którym uciekli. Nie możemy pozwolić by ludzie ci, w kraju, w którym narodziła się "Solidarność", powtarzali za poetą N. S. Feirenizem:
Prawo
nie pozwala
mi mówić
myśli mojego umysłu
I
tłumaczy mi ciągle
że w powszechną godzę
Sprawiedliwość
Czy polskie hasło "Za naszą wolność i waszą" przestało się liczyć w XXI wieku? Czy polskie "Solidarności") zapomniały historię polskiej emigracji politycznej przygarnianej przez tyle narodów w czasach PRL? Czy można pozwolić, by wietnamska bezpieka nadal przesłuchiwała w naszym kraju zatrzymanych przez polską Straż Graniczną Wietnamczyków i decydowała o tym, że uchodźcy zostaną deportowani do Wietnamu? To w Ambasadzie Socjalistycznej Republiki Wietnamu ważą się przecież losy tysięcy obywateli tego kraju mieszkających obecnie w Polsce. Do większości z nich Ambasada się nie przyznaje, nie potwierdza ich tożsamości i obywatelstwa oraz nie pozwala na dalszy pobyt w naszym państwie, bo przez ich ciężką pracę - jak napisałam wcześniej - bogacą się funkcjonariusze tamtejszego reżimu. Człowiek jest deportowany do Wietnamu, gdy zaczyna być uciążliwy dla komunistycznego reżimu przez swoją działalność w opozycji.
Według mnie Polska nie powinna akceptować narzucania sobie standardów państwa totalitarnego i powinna otoczyć uchodźców opieką, tak jak to się dzieje w innych krajach. Na przykład Francja nigdy nie wydaliła żadnego Wietnamczyka. Oprócz tego funduje stypendia dla młodzieży wietnamskiej i zachęca stypendystów do osiedlania się na jej terytorium. Imigranci z Wietnamu to przecież bardzo zdolni i pracowici ludzie. Dlaczego więc wolimy ich na straganach? Uważam, że Polska również powinna otoczyć ich opieką i zalegalizować im pobyt. Byłoby to piękne i znaczące dla świata. Jeśli nie jest możliwe przyznanie im azylu politycznego, to może najlepszym wyjściem byłoby przyznanie Wietnamczykom tzw. pobytu tolerowanego, jak uważa dr Teresa Halik, która od lat bada społeczność wietnamską. Pobyt taki uprawnia do pracy i prowadzenia działalności gospodarczej. Imigranci nie potrzebowaliby więc większego wsparcia ze strony naszego państwa, a ich pobyt przyniósłby Polsce wymierne korzyści. Przedsiębiorcy wietnamscy mogliby zatrudniać Polaków, zmniejszając w ten sposób problem bezrobocia, a budżet państwa wzbogaciłby się o podatki płacone przez Wietnamczyków.
Z przeprowadzonych przeze mnie ankiet wynika, że Polacy lubią przybyszów z Wietnamu i są za tym, by nasze władze pomogły im w zalegalizowaniu pobytu (na 30 osób aż 26 odpowiedziało "tak" na pytanie "czy Polska powinna pomóc przebywających u nas Wietnamczykom i zalegalizować ich pobyt?").
Zobowiązuje nas do tego historia. Wolna dziś Polska jako kraj, którego obywatele znajdowali przez 200 lat schronienie i warunki do pracy na obczyźnie, ma do spłacenia swoisty dług wobec prześladowanych w dzisiejszych czasach narodów. Powinniśmy napełnić naszą wolność treścią dobra i sprawić, by żaden imigrant wietnamski nie czuł się w naszym kraju nielegalny, a zapewnione mu w MPPOiP prawo do życia, zakaz tortur i nieludzkiego traktowania, prawo do wolności osobistej, zakaz dyskryminacji, wolność poruszania się i wyboru miejsca zamieszkania, wolność myśli, sumienia i wyznania, prawo do posiadania własnych poglądów były przestrzegane.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 14.03.2010r.
Statystyki: Wiersze: 5085 | Artykuły: 233 | Recenzje: 119 | Proza: 774 | Wywiady: 48 | Komentarze: 28116 | Użytkownicy: 2435
Online(6): 6 gości i 0 zarejestrowanych: