warto go przeczytać
Próbowała rozświetlić ciemność, ale nic z tego nie wyszło. Zaklęła buntowniczo pod nosem i dalej szukała na ślepo włącznika. Przez te wszystkie manewry zdołała obudzić psa i najnowszego amanta.
- Aśka, co ty wyprawiasz? - mruknął rozgniewany, męski głos.
- Cicho siedź! Jaka Aśka? Joanna Lucia, tyle razy ci mówiłam!
- Boże, ale ty jesteś... Po co takie wyrafinowane imiona?
- Pamiętasz naszą niedawną rozmowę? - spytała go z pogardą w głosie.
- Pamiętam każde słowo, które padło z twoich ust.
- Czyżby, idioto? - zaśmiała się perfidnie.
Adrian, najnowszy amant, kompletny kujon z jej uniwerku, pozował na obeznanego z kulturą i sztuką, a jednocześnie modą. Był kompletnym, udawanym przemieszaniem wielu stylów. Taką nieudaną podróbą, wedle zdania Joanny.
- Tak, jestem pewien.
- Więc co powiedziałam? Co było najważniejsze w mojej przemowie?
- Jakże długiej przemowie - zauważył kąśliwie Adrian.
- Więc pamiętasz czy nie? - burknęła.
- Chyba nie. Nie wiem o co ci chodzi.
- Już tłumaczę, niedouczku. Kocham niekonwencjonalność. Zapamiętaj to sobie.
- I cóż ci po tej niekonwencjonalności? To żałosne - podsumował ją Adrian.
- Ach tak? Sam jesteś żałosny i wcale się nie znasz! To moje i tylko moje życie! Nie masz prawa nim kierować, rozumiesz, gnomie? - warknęła.
- Ależ oczywiście, primadonno.
W tym momencie prawie naga Joanna zerwała się, upadła na szafkę, wreszcie znalazła szlafrok i zapaliła światło.
- Wynoś się! Wynoś się raz na zawsze z mojego życia! - wrzasnęła jak obłąkana.
- Ależ nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się. To jeszcze bardziej rozwścieczyło Joannę. Szybko porwała z podłogi jego dżinsy, T-shirt oraz adidasy z korytarza, po czym otworzyła szeroko drzwi i zrzuciła je piętro niżej. Adrian zmierzył ją wściekłym spojrzeniem, po czym demonstracyjnie wyszedł z mieszkania w poszukiwaniu ubrań.
Joanna zatrzasnęła szybko drzwi i z poczuciem ulgi rzuciła się na łóżko.
Poszedł sobie. Już ma spokój. Nikt, kto krytykuje jej poglądy, nie może spokojnie trwać w jej otoczeniu. Zmasakruje go i zetnie na gilotynie.
Joanna zakochała się w niekonwencjonalności w liceum. Miała dość tych wszystkich słodkich laluni na około. Chciała trwać w odosobnieniu. Zaczęła rozwijać swoje zdolności i przemieniła się w zupełnie odmienną osobę. Swoją dziwnością w strojach i obyczajach, zaczęła przyciągać wiele osób. Niektórzy próbowali ją kopiować lub lansować się u boku tej, co ,,wyszła naprzeciw inności''.
Niektórzy traktowali ją jak dziwoląga, inni patrzyli z podziwem. Jednak Joannę nie interesowały opinie. Wypracowała sobie swój, odmienny styl i żyła według niego. Zamknęła się w swojej skorupie, która uznawała tylko swoje poglądy lub jakieś nowe, które przypadły jej do gustu.
Tak też rozpoczęła się przyjaźń z Bubą. Dziewczyna naprawdę otrzymała imię Beata, lecz wściekle go nie znosiła. Atakowała za każdym razem, gdy ktoś użył pełnej formy. Wszyscy nazywali ją Becią, lecz i ta forma była niewystarczająca dla owej dziewczyny. Mimo to, z braku lepszych pomysłów, jakoś ją zaakceptowała.
Druga klasa liceum. Joanna siedząca w milczeniu na parapecie i wyglądająca na ulicę. Miała tak smutną minę, że mogła wyglądać jak więzień. Nawet się tak czuła. Szkoła stała się więzieniem, które musiała ukończyć z dobrymi wynikami.
Joanna oglądała zakorkowaną ulicę Krakowa. Nie czuła przywiązania do tłumów szarych, nudnych twarzy. Dla niej mijani ludzie byli jednością. Nie wartą niej.
Może i miała zbyt wysokie poczucie wartości, lecz dzięki temu potrafiła odnaleźć się w wielu realiach. Tak właśnie było.
Kiedy Joanna była w takim humorze, nikt do niej nie podchodził. Natomiast jedna, na wpół szara Buba (wedle kryteriów Joanny), zaryzykowała. Śmiałym krokiem stanęła przed bladą i interesującą Joanną. Była nowa w tej szkole, nie znała realiów. Mimo wszystkiego, wiedziała, że tylko z Joanną się dogada. Buba miała dar rozpoznawania bratnich duszyczek. Więc przemówiła, jak gdyby nigdy nic.
- Cześć - bez skrupułów zrzuciła plecak z ramion i usiadła obok zdziwionej Joanny.
- Witaj - odparła zimno Joanna.
- Co u ciebie słychać?
- Dobrze. Na litość Boską, kim ty jesteś? Nie znam cię, rozumiesz?! Dlaczego nie trzymasz się z nimi? - Joanna wskazała jej grupki uśmiechniętych ludzi, spacerujących po gmachu szacownego liceum.
- Są nudni. W kółko powtórka. Wolę ciebie.
Ta śmiała odpowiedź i jakże w stylu Joanny, zrobiła na niekonwencjonalnej dziewczynie niebywałe wrażenie. Natychmiast obdarzyła Bubę pół uśmiechem.
- To miło, że tak sądzisz. Jak masz na imię?
- Beata, ale nienawidzę tego imienia. Jest takie znane i prowizoryczne. Chciałabym być Matyldą. Bladą, piękną Matyldą z burzą kruczoczarnych loków i zielonymi oczami. Taką jak ty. Właśnie, dlaczego ty nie nazywasz się Matylda?
- Bo moi rodzice uparli się, żebym była Joanną. To piękne imię, z tradycjami i historią, jak choćby przez Joannę d'Arc, ale mimo wszystko nie jest dla mnie wystarczające. Dlatego Lucia to taki dopełniacz.
- Lucia? Jakieś hiszpańskie korzenie?
- Jasne, po matce i babci. Moja babcia zwała się Lucią. To także piękne imię, ale nie znam jego historii. Niestety, jestem skazana na wyuczenie się na pamięć historii nudnej, pełnej smutku Polski. Co mi z tego? Ale wiesz... Hiszpania też nie jest specjalnie ciekawa. Francja... O tak, słodka Francja wraz z tymi wszystkimi bistrami, croissantem na śniadanie i oczywiście Notre Dame oraz Wieżą Eiffla. Wiem, wiem, że wymieniam to, co oczywiste, lecz Francji nie ujmę w dwóch zdaniach. Francja to uosobienie piękna.
- Zgodzę się. Byłam we Francji na wakacjach.
- I jak było? - spokojnie spytała Joanna, cały wysiłek wkładając w to, aby nie pokazać swego ogromnego zaciekawienia.
- Świetnie! Było wspaniałe jedzenie, mnóstwo mody i zabytków.
- To rzecz oczywista i chyba zbyt znana, nie uważasz?
Buba od razu zrozumiała, że natrafiła na czuły punkt i zmieniła temat.
- Jasne, że uważam! Wiesz, wszyscy nazywają mnie Becią, ale to takie niezbyt ciekawe.
- Faktycznie. Jaki masz charakter? - spytała Joanna.
- Dziwny. Raz jestem normalna, a raz nie.
- Lubisz dokuczać, a jednocześnie czujesz się odpowiedzialna za połowę społeczeństwa.
- Skąd wiesz? - wyrwało się Bubie.
- Zdolności telepatyczne - zaśmiała się Joanna i nagle, a zgrzytliwie urwała śmiech.
Przypomniała sobie pewne dawne wydarzenia.
- Powinnaś być Bubą - stwierdziła tonem nieznoszącym sprzeciwu, a jej czarne oczy rozbłysły.
- Ok. To świetne przezwisko. I rzeczywiście do mnie pasuje. Skąd ty to wiesz?
- Zdolności telepatyczne - odparła ponownie Joanna i spytała ją o opinię na temat drugiej wojny światowej. To było kontrolne pytanie dla każdej pokrewnej duszy. Tak, tak, tamte dni były fenomenalne. Buba stała się jedyną powiernicą Joanny. Tylko w jej towarzystwie potrafiła uciekać trochę od swoich form. Wszystkim innym pokazywała swoją oficjalną, zimną formę.
Nic się nie zmieniła. Teraz leżała na łóżku. Znowu zimna i nieprzystępna. Właśnie wygoniła człowieka, o którym myślała, że jest inny od całej paczki idiotów. Cóż, po raz kolejny się pomyliła... Nie zamierzała się martwić. Joanna uwielbiała żyć w zakłamaniu swojej duszy. Uważała, że jest szczęśliwa i że jej życie jest czymś pięknym. Owszem, może i było. W jakiś szczególny, odmienny sposób. Mimo to, na dłuższą metę to nie mogło być życie. To był indywidualny sposób trwania.
Teraz Joanna odszukała swoje ukochane papierosy, z błogością zapaliła jednego, po czym zgasiła światło i w ciemnościach klęła na Adriana.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 13.03.2010r.
Statystyki: Wiersze: 5085 | Artykuły: 233 | Recenzje: 119 | Proza: 774 | Wywiady: 48 | Komentarze: 28116 | Użytkownicy: 2435
Online(4): 4 gości i 0 zarejestrowanych: