warto go przeczytać
Odkąd na ziemi pojawiła się moda na przestępczość zorganizowaną, stróże stanęli przed olbrzymim dylematem – jak pomagać przestępcom. Niby odpowiedź oczywista, że to źli ludzie i niech do piekła idą, a cała rzecz w tym, żeby tylko jakimś cywilom niezamieszanym w boży plan zbawienia, nic przez przypadek się nie stało. Z drugiej strony, nie raz słyszałam o stróżach, którzy naginali przepisy i kule nosili. Niezłe jatki z tego wynikały i nawet całe rodowe konflikty w niebie. Cała wina prawa, które jest do dupy. Z jednej strony nie służyć złu, a z drugiej pomóc w duchowej odmianie, ale jak to zrobić, nie pomagając zabić kilku gości, którzy nie mają skrupułów. Debata nad tym trwała już jakiegoś czas i sama się wahałam, czy w takiej sytuacji nie pomóc Arturowi zdobyć kasy w sposób nie do końca legalny. Jakoś może bym się obroniła - z moją urodą...
I nagle mnie olśniło. Mafia. Okradniemy mafię. A właściwie to klient musiał to zrobić. Zadowolona ze swego genialnego pomysłu, z drinkiem w ręce, prawie unosiłam się nad ziemią, ale widząc jego skrzywioną twarz, pomyślałam, że lepiej nie powiem mu od razu o tym pomyśle. Wiadomo, bogaty mięczak od razu się przestraszy. I znów wymysł Edisona rozjaśnił mój umysł i doszłam do genialnego wniosku. To nie po chrześcijańsku tak straszyć biedaka, więc może w ogóle mu nie wspomnę, że będzie musiał rąbnąć mafię na 18 baniek.
Chłopak nie wyglądał za dobrze, więc choć nie lubię tego, spróbowałam go pocieszyć.
- Nie martw się tak, wszystko się ułoży, zobaczysz.
- To nie to – spojrzał mi prosto w oczy, a takie zuchwalstwo nie bardzo mi się spodobało – nie dobrze mi – i poderwał się do kibla.
Złapałam się za głowę i poszłam za nim. Starałam się nie słyszeć dźwięków jakie wydawał i nie tracąc czasu, wprowadzić go w plan:
- Jak skończysz, zwolnisz hotel. Zaraz przyniosę jakąś mysz i może uda urwać się trochę kasy z rachunku.
- Ehm – jęknął tylko.
- Oddamy co się da i sprzedamy twoje zabawki. Koniec z jachtem, porsche i najnowszym lenovo.
- Ale będę mógł zostawić gitarę? - szepnął ledwo żywy.
- Jasne, że nie – uśmiechnęłam się, niech wie, że z aniołami nie ma lekko.
Ciekawe skąd w waszych głowach wziął się obraz grzecznych, naiwnych, troskliwych aniołków ze skrzydełkami, w białej szacie i aureolą nad głową. Wiem, że spece od reklamy działają, ale nie ma się co oszukiwać. Kiepsko im to idzie w ostatnich latach. Tak to jest jak na odpowiedzialne stanowisko wprowadza się konserwatystę. Osobiście rozwiązałabym cały ten kościół i wysłała kilku świętych, aby poopowiadali trochę, o tym całym syfie tam na górze. Nie wiem czemu Bóg tak upiera się przy tej całej wierze. Pewnie dlatego On jest szefem, a ja tylko szarym robotnikiem.
Nie ma sensu czekać na klienta. Zapowiadało się, że w łazience zejdzie mu jeszcze dobrą godzinę. Ciekawe jaką mieszankę sobie zaserwował. Niewdzięczne to zadanie, ale musiałam znaleźć jakąś szpetną mysz, a najlepiej szczura. Aniołowi mają różne sposoby, ale najbardziej mimo wszystko lubimy szybować. Jasne, mogłabym pomyśleć sobie miejsce i tam się znaleźć, ale nurkować w strugach powietrza jest bezcenne. Niestety, na każdy przelot trzeba mieć zezwolenie. Wiadomo, to już ponad 6 mld samych stróżów w przestrzeni. Wystarczy, że uwierzyłam i byłam w stanie błyskawicznie otworzyć szufladę w czasoprzestrzeni, znalazłam w niej odpowiedni formularz, wyrwałam pióro ze skrzydła i śliną złożyłam podpis. Trzasnęłam z całą mocą. Strasznie lubię, jak pod wpływem tej siły, cała przestrzeń zaczyna falować i... łaskotać. Aniołowi mają tak nie wiele przyjemności i rozrywek. Pieprzona biurokracja nawet do nieba się wdarła. Na wszystko trzeba mieć kwit. W młodości na takie zezwolenie czekałam kilka sekund, teraz boskie prawo i ciągłe przerwy dla sekretarek wydłużyły oczekiwanie do sześćdziesięciu siedmiu sekund. W końcu wprost z sufitu sfrunął na moje ręce zielony kryształ, a gdy tylko dotknął mojej skóry rozpadł się w pył. Wiem, że szybciej byłoby przez neta, ale to taka tradycja nasza. Nie patrzcie z byka na mnie – wcale jej nie lubię.
Rozpędziłam się, przeniknęłam przez szybę i tylko wprawne oko mogło mnie dostrzec. Nie było to konieczne, ale lubiłam prowokować. Zawsze to później w niebie głośno się robi, że niby wpadliśmy i za chwilę cały świat zda sobie sprawę z naszej interwencji. Gdyby nie sprzeczność pewnych naszych działań z konstytucją, najzwyklej w świecie bym to olała. Kiedyś jak lubiłam jeszcze pracę na ziemi, byłam świeża, to poznałam na tyle was drogie parszywe robactwo, że wiem, że gdybym latała tuż przed waszymi nosami, co najwyżej o czary byście mnie posądzili. Straciłam już raz tak swoją partnerkę na akcji i biednej Joanny wam nie zapomnę nigdy. Wiadomo, ryzyko zawodowe, ale spalić żywcem anioła to przegięcie. Budynki były niskie, wiadomo Europa wschodnia, dlatego mogłam sobie na plecach poszybować. Ah latanie stylem grzbietowym to prawdziwa rozkosz, a jeszcze w taki piękny słoneczny dzień. Szkoda, że czasu tak mało i nie mogłam sobie spokojniej po trzepotać skrzydłami. Może dałabym radę troszkę nad opalenizną brzuszka popracować.
Wypatrzyłam wysypisko śmieci i ostro zanurkowałam. Wiatr chłostał niesamowicie twarz, ale było to przyjemnie. Tak odchodząc od tego, że właśnie pędzę w kierunku ziemi z prędkością ponad 300 km na godzinę, zastanawialiście kiedyś skąd wzięło się słowo chłosta? Mnie to strasznie fascynowało. Te wasze języki są niesamowite. Chłosta, chłostać i wychłostać he he.
Śmierdziało, nawet bardzo śmierdziało. Z moimi zmysłami dostrzec gryzonia trudno nie było, ale zanurkować za nim w te stosy resztek jedzenia, zgnilizny, a nawet padliny nie miałam za bardzo chęci. Jestem bystra, dlatego zostało mi tylko jedno wyjście. Żeby dopaść wroga, musisz myśleć jak on i dlatego zamieniłam się w potężnego szczura. Zamiana nie jest zbyt przyjemna. Nagle wszystko wiruje, oczy łzawią i mimo że nie boli, to całą przemianę czujesz się jak w pociągu z Częstochowy do Krakowa (no co? Pociągów też aniołowie pilnują), ewentualnie jak sardynka w puszce (słyszałam tylko od sardynek). Dlaczego w hotelu za szczura nie robiłam? Bo się wstydzę, a tak jest i ciekawiej i fabuła tego też wymaga.
Po wszystkim nawet ładnie pachniało, a z ogonkiem wyglądałam całkiem seksy. Popędziłam co tchu po jakieś starej szafie, zanurkowałam pod paczką chipsów i przemknęłam przez wąską alejkę. W sumie nawet nie spodziewałam się, że tak szybko biegam. Co cztery nogi to nie dwie. Chociaż dwie takie zgrabne jak moje, bywają bezcenne. Ileż to aniołów poderwałam w młodości... eh. Ale ok, nie pora na rozrzewnienie i melancholię.
Zagryźć jakiegoś małego przedstawiciela tego włochatego gatunku czy może dogadać się? Wrodzony instynkt drapieżcy kusił, żeby po ścigać się i zgryźć delikatny szczurzy kark, więc popędziłam. Najpierw pachnąca stara kanapka prawie mnie skusiła, ale otrząsnęłam się i szybko wypatrzyłam odpowiedniego malucha. Jak ostatnia ciota (w sensie ktoś słaby – ładnie opanowałam wasz slang, co nie ziomale?), wcale nie reagował i nie uciekał, gdy się zbliżałam, dlatego dla podgrzania atmosfery ryknęłam (no może zapiszczałam) i go wystraszyłam. Zerwał się skubaniec jak błyskawica i wbił w opakowania po kabanosach. Skręcił ostro i prawie poległ na skórce od banana. Skoczyłam jak kot, ale tylko pazurkami go drapnęłam. Odbiłam się tylnymi łapkami i niczym bmw zerwałam plastry błota. Był mój. Nie odpuszczałam nawet na chwilę i choć lawirował sprytnie między słoikami, byłam coraz bliżej. Czuł mój oddech na karku. Zapach jego przerażenia przyjemnie nęcił nozdrza i stwierdziłam, że wakacje spędzę w postaci szczura, polując na ludzi. No dobrze, na ludzi mi nie wolno, ale może na słonie?
Moja ofiara wpadła na śledziach w pomidorach, a właściwie na samym sosie. Rozpędzona chciała ostro skręcić i mnie zgubić w makulaturze, ale tłusta ciecz poniosła ją wprost na ostrą krawędź puszki. To była rzeź... uderzył się. Przynajmniej nie musiałam karku mu łamać. Liczyłam tylko, że ocknie się dopiero po powrocie do hotelu. Dla bezpieczeństwa – przerażona, ruszającą się w biuście myszą, mogłabym się rozbić – stwierdziłam, że jednak lepiej skorzystam z standardowej metody pomyśl, a się tam znajdziesz.
Jak się okazało Artur już trochę odżył i coś do mnie nawijał. Chyba nawet nie zauważył, że mnie nie było, bo wykłócał się o swojego fendera – dla mniej bystrych - o gitarę.
- Słyszysz mnie w ogóle? - zapytał wychylając się z łazienki.
- Taaa – przeciągnęłam i aż podskoczyłam, gdy szczurek przemknął po moich piersiach i zbiegł na podłogę.
- To aniołom na cyckach rosną szczury? - zapytał poważnie Artur.
- Oberwie... - Idąc w jego kierunku już miałam pełne usta przekleństw.
- Żartowałem – uśmiechnęła się szelma jedna i dodał – zadzwoń po obsługę, został mi do zwrócenia jeszcze tylko wczorajszy obiad.
Tak nabijać się z anioła. Też mi coś. Oberwie jeszcze za to.
W polityce stagnacja i błota, bo posłowie nie raczą wycierać butów przed wejściem do gmachu, a w związku z seks aferą w taksówce, wiejska zostanie przeniesiona. Sejm już szuka odpowiedniej lokalizacji, a koszty tej inwestycji to bagatela nasze podatki.
Lasy pójdą pod prywatyzacje i wycięcie, ale nie mamy się czym martwić, rząd będzie czuwał.
W Wieluniu kobiecie odebrano córkę po tym, jak dach zaczął przeciekać. Chodź dziewczynka nie wie co to radio, uważa, że w domu byłoby jej lepiej. Sąd zadecydował, że więcej miłości da jej sierociniec.
Kosa złamała się na żebrach Kowalskiego, ale bandyta nie może ubiegać się o odszkodowanie. Prawo polskie nie przewiduje jeszcze zwrotów kosztów za uszkodzenie narzędzi zbrodnia.
I na koniec mamy dla państwa nietypową wiadomość. Pewien mieszkaniec Krakowa sfotografował anioła. Na zdjęciu, mimo dość miernej jakości, wyraźni widać uskrzydloną postać unoszącą się nad samym rynkiem. Posłańca z nieba zaobserwował ornitolog, doktor uniwersytetu jagiellońskiego poszukujący kolibrów. Cóż, chyba każdy w Polsce wie, że tam tylko gołębie brudzą wszystko wokół swoich odchodami. Może klimat na tyle się ocieplił, że wkrótce najmniejsze ptaki na świecie przeprowadzą się do naszej pięknej ojczyzny. Oby. Zdjęcie poddano wnikliwej analizie, a naukowcy z Warszawy i Wrocławia już szukaj przyczyn optycznych tego zjawiska.
A teraz pogoda. Będzie piękne słoneczna pogoda, jeżeli nie spadnie deszcz...
Zapraszamy na kolejne wiadomości z informacji i faktów ze świata, już jutro o godzinie szóstej rano. Kłaniają się: Kamil Durek i Dorota Gawron, do zobaczenia.
Szeptem: O kur-piiiii zapomnieliśmy o sporcie...
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 28.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 5085 | Artykuły: 233 | Recenzje: 119 | Proza: 774 | Wywiady: 48 | Komentarze: 28116 | Użytkownicy: 2435
Online(11): 10 gości i 1 zarejestrowanych:
amymone